top of page

Mity pod ostrzałem

W golfie wszyscy wiedzą wszystko. Caddie wie, partner z flightu wie, trener z YouTube'a wie – tylko stojąc z kijem w ręku nie masz pojęcia, dlaczego piłka znów poleciała w krzaki. Każdy ma jakąś teorię. Tylko że większość z nich… to mity. Golf jest pełen dobrze brzmiących, ale całkowicie mylących rad. Niektóre przetrwały dekady, powtarzane z pokolenia na pokolenie. Inne pojawiły się niedawno, znajdziemy je w social mediach z hashtagiem #swingtips.


W tej serii rozkładamy je na czynniki pierwsze – bez litości, ale z wyczuciem. Nie będzie technicznego bełkotu, nie będzie mądrzenia się. Będzie za to opowieść o tym, dlaczego coś brzmi logicznie, a w praktyce niszczy twoją grę. Zaczynamy od fundamentów – pierwsze 5 mitów, które brzmią jak „oczywistości”, a tak naprawdę szkodzą.


Mit #1: Chippuj tylko wedge'm

To jeden z najczęstszych i najbardziej szkodliwych mitów w amatorskim golfie. Wydaje się logiczny: skoro piłka ma zatrzymać się blisko dołka, to trzeba zagrać wysoko i miękko. W praktyce jednak próba efektownego podbicia piłki wedge’em kończy się częściej rozczarowaniem niż sukcesem. Amatorzy zbyt często próbują kopiować uderzenia, które komentuje Jacek Person w telewizji. Celują w widowiskowy lob, chcąc uzyskać imponujący lot i szybkie zatrzymanie.


Niestety precyzyjne trafienie środkiem wedge’a wymaga ogromnej kontroli i wielu godzin treningów, by opanować ten strzał. Wystarczy delikatne przesunięcie dłoni, lekkie otwarcie główki kija albo chwila zawahania, by piłka została trafiona kantem. Wtedy zamiast eleganckiego czipa mamy rakietę, która z ponaddźwiękową prędkością przelatuje cały green. Wielu graczy, próbując tego uniknąć, zaczyna wbijać kij w ziemię. W rezultacie ledwo trafiona piłka podskakuje jak żabka na kilka centymetrów. Nadal spektakularnie, choć głównie dla współgraczy.


golfista wykonujący wysokie uderzenie na green

Tymczasem w większości przypadków nie ma żadnej potrzeby grać wysoko. Jeśli pomiędzy piłką a dołkiem nie ma przeszkody – żadnego bunkra, wody czy gęstej trawy – znacznie lepszym rozwiązaniem jest chip niskim kijem. Weź 8 iron albo nawet 7, przyjmij pozycję jak do putta, wykonaj krótki, płynny ruch i pozwól piłce się toczyć. Wzbije się delikatnie na początku, a potem naturalnie potoczy po greenie, zachowując się jak przy puttowaniu.


To nie tylko łatwiejsze technicznie, ale też znacznie bezpieczniejsze. Krótszy zamach daje więcej kontroli. Trafienie nawet nieidealne – nieco z boku, nieco kantem – i tak zakończy się toczącą się piłką. A taki właśnie był cel tego zagrania. Nie musisz martwić się idealnym kontaktem, rotacją, loftem ani tym, czy zagrałeś wystarczająco mocno. Jedyne, co musisz ocenić, to dystans i kierunek.


Chipping to nie pokaz fajerwerków. To zagranie „ratuj się kto może", a nie „wpadaj w jeszcze większe tarapaty". Najlepsi wiedzą, że jeśli można zagrać nisko i prosto – to właśnie tak się gra. Bo skuteczność w golfie nie wynika z odwagi, tylko z mądrych decyzji. A ta jedna zmiana w podejściu może obniżyć twój wynik szybciej niż jakakolwiek techniczna poprawka.


golfista wykonujący płaskie uderzenie na green
W większości przypadków nie ma żadnej potrzeby grać wysoko. Jeśli pomiędzy piłką a dołkiem nie ma przeszkody, znacznie lepszym rozwiązaniem jest chip niskim kijem. Weź 8 iron albo nawet 7, przyjmij pozycję jak do putta, wykonaj krótki, płynny ruch i pozwól piłce się toczyć.

Mit #2: Drive wymaga odchylenia

Wielu golfistów ustawia się do piłki z przesadnym odchyleniem tułowia w prawo, z zamiarem podniesienia kąta natarcia. Mówią, że czują się wtedy dziwnie. I owszem – często wyglądają

pokracznie. Ich sylwetka staje się nienaturalnie przechylona, ramiona i biodra są zablokowane, a głowa niemal wypada poza ramę ciała. W takiej pozycji trudno mówić o swobodnym ruchu – zakres rotacji się zmniejsza, a napięcie mięśni tylko rośnie.


I choć zamiar był dobry, to efekt jest odwrotny do zamierzonego. Przeciążone ciało automatycznie próbuje odzyskać balans w trakcie swingu. W konsekwencji gracz podnosi się z pozycji, wychyla do przodu albo przerzuca ciężar za bardzo na lewą stronę, próbując się uratować. A to wszystko powoduje utratę mocy, brak kontroli i często ujemny kąt natarcia – dokładnie to, czego chcieliśmy uniknąć.


golfista ustawiony do gry driverem

Są też tacy, którzy próbują utrzymać odchylenie, zostawiając cały ciężar na prawej nodze aż do samego uderzenia. Efekt? Słaby kontakt, brak rotacji i niestabilność. Takie uderzenia nie mają ani prędkości, ani kierunku, ani powtarzalności. Zamiast szukać cudownych ustawień, lepiej zaufać temu, co działa u najlepszych. A oni nie stoją jak wieża w Pizie pochylona w bok. Ich pozycja startowa jest stabilna, zrównoważona i neutralna. Gdy zaczyna się swing, ciało swobodnie rotuje, ciężar przenosi się naturalnie, a głowa zostaje za piłką. I to właśnie to utrzymanie głowy z tyłu – nie odchylenie w setupie – pozwala na pozytywny angle of attack.


W momencie uderzenia warto mieć wrażenie, że patrzy się pod piłkę. Jakby chcieć zobaczyć kolor tee. To uczucie automatycznie ustawia ciało we właściwej pozycji i pozwala zaatakować piłkę z dołu – bez zbędnych wygibasów i utraty kontroli.


golfista ustawiony do gry driverem z przesadnym odchyleniem
W ostatnich latach wiele mówi się o dodatnim kącie natarcia jako kluczu do długiego uderzenia driverem. Prawda, jest w tym sens – uderzenie z dołu do góry pozwala osiągnąć wyższy launch, niższy spin i więcej metrów w powietrzu. Problem zaczyna się wtedy, gdy amator próbuje ten kąt wymusić… jeszcze zanim kij się w ogóle ruszy.

Mit #3: dłuższym kijem zawsze uderzysz dalej, nawet z rough'u

Na papierze wszystko się zgadza. Im dłuższy kij tym większy potencjał na dystans. Więc jeśli piłka wylądowała w gęstej trawie, a fairway jeszcze daleko, to aż się prosi, by sięgnąć po długiego irona, hybrydę albo nawet wooda. W końcu trzeba nadrobić metry. Problem w tym, że golf to nie gra papierowych zasad, a rough to nie miejsce na heroiczne decyzje.


W praktyce dłuższy kij wcale nie oznacza dalszego uderzenia – zwłaszcza z trudnych warunków. Długi shaft prowadzi główkę kija po płaskiej ścieżce – dłużej równolegle do podłoża. A taka ścieżka w gęstym roughie oznacza jedno: więcej kontaktu z trawą, mniej kontaktu z piłką. Uderzenie traci moc, kierunek i spin. Piłka może nie tylko nie polecieć dalej, ale wręcz zatrzymać się kilka metrów przed tobą.


golfista wybijający piłkę z wysokiej trawy

Zupełnie inaczej działa krótszy kij, na przykład 9 iron. Po pierwsze, prowadzi główkę bardziej stromo, docierając szybciej do piłki. Po drugie, większy kąt kija pomaga wynieść piłkę w powietrze, omijając opór trawy, zamiast się w niej grzebać. Taka kombinacja daje większą szansę na czysty kontakt i skuteczne uwolnienie piłki z kłopotów.


Dlatego, choć może się to wydawać nieintuicyjne, 9 iron z głębokiego roughu zagra dalej niż 5 iron czy hybryda. I zrobi to z większą powtarzalnością. Kluczem jest nie tylko dobór odpowiedniego kija, ale też ustawienie. Piłkę warto przesunąć bliżej prawej stopy, by kij mógł zaatakować ją jeszcze bardziej stromo i z minimalnym kontaktem z trawą. Do tego dynamiczny obrót ciała w stronę celu – niech swing będzie agresywny i zdecydowany. Tylko

wtedy kij ma szansę się przebić.


golfista wybijający piłkę z wysokiej trawy
W praktyce dłuższy kij wcale nie oznacza dalszego uderzenia – zwłaszcza z trudnych warunków. Długi shaft prowadzi główkę kija po płaskiej ścieżce. A taka ścieżka w gęstym roughie oznacza jedno: więcej kontaktu z trawą, mniej kontaktu z piłką.

Mit #4: Większy zamach to dalsze uderzenie

Na driving range’u nietrudno zauważyć jak wielu golfistów stara się zrobić możliwie największy zamach. Ręce wędrują wysoko, kij owija się wokół pleców, a głowa niemal znika w ramionach. Skoro mały zamach daje małą prędkość, to duży powinien dać dużą, prawda? Niestety - w praktyce to wcale tak nie działa.


Dłuższy zamach oznacza większe ryzyko. Każdy dodatkowy centymetr to więcej czasu i miejsca na popełnienie błędu. Trudniej zapanować nad kolejnością ruchów, trudniej wyczuć rytm, trudniej wrócić dokładnie w to samo miejsce. Swing zaczyna się sypać, a zamiast wyższej prędkości kija pojawia się brak synchronizacji i utrata kontroli. Efekt? Kontakt z piłką staje się gorszy. Kontakt na licu kija zaczyna być losowy – a to odbiera prędkość piłce, niezależnie od tego, jak szybki był zamach. Co z tego, że kij leciał z impetem, skoro piłka nie była dobrze trafiona?


golfista wykonujący zamach driverem

Największe odległości w golfie nie biorą się z maksymalnego wysiłku, tylko z maksymalnej efektywności. Czyli z czystego kontaktu, odpowiedniego kąta natarcia i powtarzalności. A tego znacznie łatwiej nauczyć się przy krótszym, bardziej kompaktowym zamachu. Jeśli pojawia się potrzeba uderzenia dalej, najpierw warto zadać sobie pytanie: czy kontakt jest powtarzalny? Czy trafiamy środkiem główki? Czy ciało i ręce poruszają się w odpowiedniej sekwencji? Bo jeśli nie – to większy zamach nie pomoże, tylko zaszkodzi.


golfista wykonujący niepoprawny zamach driverem
Wielu golfistów stara się zrobić możliwie największy zamach. A to często oznacza większe kłopoty.

Mit #5: Trzymaj głowę by poprawić kontakt z piłką

To jeden z tych zwrotów, które słyszy się na każdym treningu, turnieju i polu golfowym „Trzymaj głowę!”, „Nie podnoś jej!”, „Głowa w dół!”. Często wypowiadane w dobrej wierze – bo faktycznie, u zawodowców głowa wydaje się niemal nieruchoma. Ale to, co działa u najlepszych, nie zawsze sprawdza się u amatorów.


Problem w tym, że próba usztywnienia głowy zazwyczaj kończy się usztywnieniem szyi, karku i barków. A kiedy górna część tułowia przestaje się obracać, reszta ciała nie ma jak pracować. Ręce zaczynają szukać innej drogi, zginają się łokcie, pojawia się tzw. chicken wing

– i uderzenie staje się płaskie, słabe i niekontrolowane. Ważniejsze niż nieruchoma głowa jest, by klatka piersiowa obracała się podczas zamachu. Gdy tułów obraca się swobodnie, głowa może delikatnie podążać za ruchem, bez napięcia. A kiedy ciało działa płynnie, kij trafia piłkę w odpowiednim miejscu, bez potrzeby sztywnego fiksowania wzroku na piłce.


golfista uderzający piłkę na tle jeziora

Dlaczego niektórzy z najlepszych graczy już w momencie kontaktu patrzą już w stronę celu? Nie dlatego, że nie słyszeli jeszcze najczęstszej porady od weekendowych wojowników (czyli „trzymaj głowę”), tylko dlatego, że rozumieją dynamikę ruchu. Głowa nie musi patrzeć w ziemię w nieskończoność – musi być w zgodzie z całym ciałem. Zamiast skupiać się na „nieruszaniu głową”, lepiej skupić się na ruchu całego tułowia. Na sekwencji, płynności i rytmie, bo to one odpowiadają za czysty kontakt, a nie unieruchomiona szyja.


niepoprawna sylwetka golfisty chicken wing
Bardzo często próba usztywnienia głowy zazwyczaj kończy się usztywnieniem szyi, karku i barków. A kiedy górna część tułowia przestaje się obracać, reszta ciała nie ma jak pracować.

Golf&Roll 02/2025

Fot Filip Klimaszewski



Komentarze


bottom of page