top of page

Ryzyko, które się nie opłaca

4 dni temu
2 minut(y) czytania

Ile realnie zyskujesz, ryzykując? Zwykle mniej, niż myślisz.


Piętnasty dołek na Sobieniach, par 5, prawie pięćset metrów. Uczeń zagrał ładnego drivera - dwieście metrów, prosto na fairway. Zostało dwieście osiemdziesiąt do flagi, a po drodze rów z wodą: sto pięćdziesiąt metrów do jego bliższej krawędzi, sto siedemdziesiąt, żeby przelecieć na drugą stronę. Sięgnął po 3 wood. "Gram nią ok sto siedemdziesiąt w powietrzu" - powiedział, gotowy do ataku.


Zatrzymałem go jednym pytaniem: jak pewny jesteś, że trafisz akurat tyle, ile trzeba?


Policzyliśmy razem. Trójką gra średnio sto siedemdziesiąt metrów w powietrzu - a rów wymaga dokładnie tylu, żeby go przelecieć. To nie margines bezpieczeństwa, to granica: każde uderzenie poniżej średniej, a takich w ciągu rundy jest z definicji połowa, kończy się w wodzie, zanim w ogóle dotrze do drugiej strony.


Bezpieczny kij, taki, którym gra pewnie sto trzydzieści metrów, zostawia go daleko przed rowem i sto pięćdziesiąt metrów do flagi na trzecie uderzenie. Trójka, jeśli się uda, zostawia sto pięć metrów - łatwego wedge'a, realną szansę na birdie. Ale "jeśli się uda" oznacza tu coś konkretnego: uderzenie wyraźnie powyżej średniej.


Zanim wyciągniesz kij, którym musisz zagrać na granicy swojego zasięgu, zapytaj: czy to zagranie, które trafiam prawie zawsze, czy takie, które czasem wychodzi, a czasem nie? Jeśli szczerze odpowiadasz "czasem" - to nie jest zagranie na dziś.


Uczeń wziął irona, zatrzymał się przed rowem, ze stu pięćdziesięciu metrów zagrał bezpiecznie na środek greenu i wciąż miał putta na birdie. Nudno? Może.


Ale ten dołek równie dobrze mógł skończyć się w wodzie i zapoczątkować serię nieudanych strzałów spowodowanych chęcią nadrobienia wyniku. Zamiast tego miał łatwego para w zasięgu ręki i szansę na birdie, bo policzył, zanim wybrał kij, zamiast wybrać kij, bo tak czuł.


Zawodowcy nie grają odważnie na każdym dołku. Grają odważnie tam, gdzie matematyka im na to pozwala.

 
 

Popracujmy nad tym razem:

bottom of page