Przemówienie na szesnastym dołku
- Adam Mitukiewicz

- 21 sie
- 2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 23 sie
Wypadnięcie z teraźniejszości w jedną stronę zna każdy. Cztery putty na siódemce i przez kolejne trzy dołki wracasz do tego myślami.
O drugiej stronie mówi się rzadziej. Idziesz na życiówkę, wchodzisz na szesnasty dołek i w głowie układasz sobie przemówienie. Komu o tym powiesz. Jak zareagują w klubie. Czy wystarczy bogey, czy musi być par.
To jest dokładnie ten sam błąd. Tylko przyjemniejszy.
I zwykle droższy, bo przydarza się w momencie, w którym masz najwięcej do stracenia.
Mechanizm jest prosty i działa zawsze w tę samą stronę. Skoro jesteś w przyszłości, to nie jesteś tutaj. Skoro nie jesteś tutaj, to nie jesteś w stanie w pełni skupić się na uderzeniu, które akurat masz przed sobą. A kiedy skupienie spada, pierwszą rzeczą, która się sypie, jest rutyna.
Wydaje Ci się, że skoro dobrze grasz, to już zawsze będzie tak sako.
Ekscytacja przyspiesza. Idziesz szybciej. Wyciągasz kij wcześniej. Pomijasz próbne zamachy albo robisz je „na… odwal”, bo przecież wiesz, co masz zrobić. Podchodzisz do piłki chwilę wcześniej, niż zwykle. I nagle uderzasz strzał, do którego tak naprawdę nie zdążyłeś się przygotować - pierwszy taki od piętnastu dołków.
Zwróć uwagę na paradoks. Przez całą rundę pilnowałeś procedury i dlatego grasz życiówkę. A dokładnie w chwili, w której ta procedura jest najcenniejsza, zaczynasz ją zmieniać.
Dlatego wskazówka na te ostatnie dołki jest jedna: kiedy złapiesz się na myśleniu o wyniku, zwolnij i odtwórz rutynę co do szczegółu.
Tyle samo próbnych zamachów co zawsze. To samo tempo podejścia do piłki. Ta sama jedna myśl nad piłką - nie „tylko nie zepsuj", tylko dokładnie to samo, co działało Ci na czwartym dołku.
I nie chodzi o to, żeby przestać się cieszyć - tego i tak nie da się wyłączyć na życzenie. Chodzi o to, żeby radość nie odwróciła uwagi od zadania przed Tobą.
Przemówienie wygłosisz na parkingu. Do tego czasu masz zawsze tylko jedno uderzenie do zagrania - następne.
