Golfowy trening na symulatorze
- Adam Mitukiewicz

- 20 lut
- 3 minut(y) czytania
Zima w Polsce to czas, kiedy pola golfowe pustoszeją, a driving range’e zamieniają się w puste połacie zmarzniętej trawy. Wielu golfistów chowa kije do szafy i czeka, aż zrobi się cieplej.

Potem w kwietniu zaczynają sezon z pytaniem: „Czy ja naprawdę umiem grać w golfa?”. Bo nagle okazuje się, że swing zardzewiał, kontakt z piłką gdzieś uciekł, a dystans
z drivera przypomina raczej 7 iron niż poważny start na fairway. Na szczęście jest rozwiązanie. Zima wcale nie musi być straconym czasem. Ba – to właśnie zimą można zrobić największy postęp. Wszystko dzięki symulatorom, które pozwalają trenować nie tylko „dla podtrzymania formy”, ale przede wszystkim mądrze, świadomie i z konkretnymi celami. Przed tobą pierwsza lekcja treningu na symulatorze!
KIERUNEK LOTU PIŁKI: FACE ANGLE I CLUB PATH
Najczęstsze pytanie golfistów: dlaczego piłka nie leci tam, gdzie celuję? Odpowiedź w 90% przypadków sprowadza się do dwóch parametrów: club path i face angle. Club path to kierunek, w którym główka kija porusza się w momencie uderzenia.
Odpowiadają za niego m.in.:
ustawienie ramion przy adresowaniu,
sekwencja ruchów bioder i tułowia w downswingu,
tor, po którym faktycznie porusza się kij.
Jeśli ramiona są ustawione zbyt mocno w lewo, a ciało zaczyna zamach od góry, kij wejdzie od zewnątrz i – zamiast pięknego draw – mamy slice.


Face angle to po prostu pozycja główki kija względem cel w momencie impaktu.
W tym przypadku kluczowe są:
chwyt – czyli pozycja dłoni na kiju,
siła, z jaką ściskamy kij (zbyt mocny albo zbyt słaby grip wpływa na kontrolę lica),
sposób release, czyli to, jak pozwalamy kijowi „uwolnić się” w momencie przejścia przez piłkę.


PRZYPADEK Z ŻYCIA WZIĘTY
Gracz ma club path -4° (czyli kij idzie w lewo względem celu), a face angle +6° (czyli otwarta główka). Efekt? Piłka startuje w prawo i jeszcze bardziej skręca – skutkuje to klasycznym slice’m. Symulator pokazuje to czarno na białym..
Jak to poprawić?
Ćwiczenie dla początkujących: spróbuj uderzeń przeciwnych.
Zagraj kilka uderzeń z zamierzoną przesadą – kij mocno od wewnątrz, główka zamknięta. Takie „hooki na lewo od środka” nauczą cię czuć różnicę w face angle. Potem odwrotnie – kij od zewnątrz i główka otwarta. Nagle zaczynasz rozumieć, że lot piłki to nie przypadek, tylko konsekwencja dwóch liczb.
Ćwiczenie dla zaawansowanych: drill „zero-zero”.
Spróbuj uderzać tak, by face angle i club path były jak najbliżej zera. To najprostszy sposób na piłki lecące prosto. Nie musisz tego robić za każdym razem – ale świadomość, że potrafisz, to ogromny atut. Wielu graczy mówi „wydaje mi się, że zrobiłem dobrze”. Symulator
odpowiada: „wydaje ci się”. Tu nie ma oszukiwania – liczby nie
kłamią.
PRESJA I RYWALIZACJA – WIRTUALNE TURNIEJE
Symulator to nie tylko ekran, piłka i liczby. To także świetne narzędzie do trenowania głowy. A głowa – jak każdy golfista wie – potrafi wygrać albo przegrać rundę szybciej niż kij w rękach. Kiedy grasz sam, w spokoju, bez liczenia wyniku, wszystko wydaje się proste. Swing płynie, piłki lecą prosto, a ty czujesz się jak mistrz świata. Ale wystarczy dodać element rywalizacji – choćby prostą grę „nearest to the pin” z kolegą – i nagle ręce stają się cięższe, oddech szybszy, a swing dziwnie skrępowany. Dlaczego? Bo wchodzi presja, a z nią emocje. I właśnie o to chodzi. Na symulatorze możesz to poczuć, przećwiczyć i oswoić. Wirtualne turnieje to świetna zabawa, ale też prawdziwa szkoła mentalnej odporności. Emocje są autentyczne – chcesz wygrać, liczysz każdy punkt, a piłka, która w normalnym treningu „nie miałaby znaczenia”, nagle decyduje o losach meczu. To bezcenne doświadczenie.

Golf&Roll 03/2025
Fot. Marek Darnikowski
Komentarze