Co zostaje po rundzie
Restauracja w klubie, tuż po rundzie. Przy stoliku czwórka, która właśnie zeszła z osiemnastki.
"Woda na dziewiątce. Trzeci raz w tym miesiącu."
"A ja trzy putty z dwóch metrów na dwunastce."
"Ja to w ogóle nie wiem, co się działo z driverem."
Przez pół godziny pada kilkanaście takich zdań. Nikt nie wspomina dobrego drive'a na trójce, chipa pod sam dołek ani putta przez pół greenu, który wpadł środkiem. A były. W każdej rundzie są.
Bob Rotella, psycholog sportowy, zwrócił uwagę na prostą rzecz: pamiętamy to, co wywołało emocje. Złe uderzenie złości, więc zapisuje się mocno. Dobre przyjmujemy jako coś, co po prostu powinno wyjść. Bez reakcji, bez emocji. I po tygodniu nie ma po nim śladu.
Rotella opisał też scenę z szatni po rundzie: o Twoim świetnym uderzeniu na osiemnastce nikt nie chce słuchać. Za to o nieszczęściach chętnie posłucha kilka osób, i jeszcze dorzuci swoje.
Problem w tym, że ta pamięć nie zostaje w restauracji. Wraca na pole. Stajesz na tee dołka, na którym "zawsze grasz źle", i zanim zrobisz zamach, głowa już podsuwa obraz piłki w wodzie. Ręce się spinają, zamach traci luz i przepowiednia się spełnia. A pary, które na tym dołku się zdarzały, nigdzie się nie zapisały.
Pomaga jedno zdanie, które dokończysz po każdej rundzie, w samochodzie albo wieczorem w domu.
"Moje najlepsze zagranie z dzisiejszej rundy to..."
Jedno uderzenie, konkretne: jaki kij i gdzie skończyła piłka. Tylko to jedno zagranie, które się udało.
Dzięki temu po rundzie pamiętasz nie tylko wodę na dziewiątce, ale też jedno dobre uderzenie. I to ono ma szansę wrócić, kiedy następnym razem staniesz w podobnej sytuacji.
Głowa i tak coś zapamięta z każdej rundy. Lepiej, żeby to był Twój wybór, a nie jej.

